To było w drugiej klasie gimnazjum, siedzieliśmy na świetlicy, gdyż mieliśmy wykład o jakimś tam pisarzu i jego książce, który mieszkał w pobliżu naszej miejscowości za czasów młodości.
Odwróciłam się, "on" tam siedział. Pamiętam jakby to było wczoraj.
Wysoki, przystojny chłopak, czarne włosy i śliczny uśmiech.
Miał na sobie czerwoną koszulę w kratkę. Nie potrafiłam przestać się odwracać w jego stronę.
Na początku to było 'przelotne', można by powiedzieć, że wcale mnie nie interesował, do wakacji obecnego roku! Nie wiem, co we mnie wstąpiło, chyba strzała amora mnie dopadła.
Od wakacji zaczęłam się nim bardziej interesować, a to za sprawą nauczycielki z niemieckiego.
Prawie co lekcje obgadywała sportowców za ich plecami, nie powiem, że to było, a właściwie dalej jest miłe, bo dalej 'obgaduje', ale czasami na lekcjach można się z nich pośmiać, gdy jest nudno.
Cały czas powtarzała, jaki to "on" jest głupi itd, że gdybyś dał/a mu kartkę i kredki to byłby najszczęśliwszym dzieckiem na ziemi, a ja wiem, że tak wcale nie jest. Choć nie znam go zbyt dobrze, ale udało mi się w te wakacje z nim porozmawiać na fejsie.
Naszą wspólną pasją jest oczywiście piłka nożna. To ona pozwoliła nam znaleźć wspólny język.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz